Uzależnienie od makijażu

Wiele kobiet jest skłonnych przyznać, że po pomalowaniu się czują się zdecydowanie lepiej – piękniej, śmielej, po prostu dobrze. To jak odpowiednio dobrane perfumy czy ubranie; odnosi się wrażenie, że wszystko jest tak, jak być powinno. A skoro harmonia zostaje osiągnięta, czego chcieć więcej?

Chęć zaimponowania

Nie da się ukryć, że makijaż nie tylko wzmacnia pewność siebie, co utwierdza w przekonaniu, że będąc umalowaną, znalezienie partnera okaże się tym prostsze. Ponadto całkiem spora grupa pań potrzebuje naprawdę sporo czasu, zanim pokaże się drugiej połówce w „naturalnym wydaniu”.

Potrzeba malowania się

Problem pojawia się, kiedy potrzeba malowania się przejmuje kontrolę nad myślami lub gdy od inne czynności czy plany są od tego uzależnione. Przykłady? „Nie potrafię wyjść z domu bez chociaż lekkiego makijażu”, „nie umiem pokazać się chłopakowi bez make-upu”. Co trzecia kobieta boryka się z tą pierwszą kwestią, natomiast co dziesiąta jest skłonna wstać wcześniej, żeby móc zdążyć umalować się, zanim partner podniesie się z łóżka.

Droga do nałogu

Do uzależnienia dochodzi, kiedy makijaż naprawdę ogranicza naszą wolność i kiedy prócz wspomnianych wyżej sytuacji potrzeba pomalowania się utrudnia funkcjonowanie, w tym także uczestniczenie w losowych sytuacjach: np. konieczność otworzenia drzwi listonoszowi, transport do szpitala ze względu na jakiś uraz.
Badania sprzed kilku lat wskazują, że ten nałóg dotyka 14% kobiet, w tym nawet znane na świecie osobistości, np. Megan Fox czy Christina Aguilera. Ludzie uzależnieni od makijażu mogą odnosić wrażenie, że bez make-upu są nie tyle nieatrakcyjne dla innych, co po prostu przestają istnieć, ot – stają się niewidzialne.